niedziela, 31 sierpnia 2014

Zakupy ze StrefaUrody.pl



Miesiąc sierpień obfitował w spotkania z cudownymi dziewczynami, z którymi łączy mnie zamiłowanie do kosmetyków. Tydzień temu byłam  Lublinie, wczoraj w Chełmie :) Na relację z wczorajszego spotkania zapraszam Was jutro, a tymczasem chcę Was zaprosić do odwiedzenia sklepu, z którego asortymentem zapoznałam się na spotkaniu w Lublinie.  


StrefaUrody.pl to miejsce, w którym łatwo i przyjemnie zrobimy zakupy. A jest w czym wybierać, bowiem sklep posiada bogaty asortyment w kategoriach: makijaż, pielęgnacja, zapachy, opalanie, produkty dla mężczyzn, dzieci. Możemy zaopatrzyć się także w wiele przydatnych przyborów np. do włosów, czy makijażu, jak również wybrać dopasowane do naszych potrzeb środki higieniczne. Zestawy kosmetyków będą idealne jako prezent. Firma nie zapomniała też o akcesoriach pomagających utrzymać czystość w domu i w samochodzie.
StrefaUrody.pl oferuje tylko oryginalne produkty. Udostępnia opcję darmowej dostawy zamówienia. Obdarowuje swoich klientów niespodziankami, a także daje możliwość wyboru gratisów do zamówienia. 

Mam dla Was kod rabatowy, który upoważnia do zniżki w wysokości 12% na zakupy w 


Jeśli planujecie zakupy, zachęcam do zapoznania się z asortymentem StrefaUrody.pl oraz skorzystania z rabatu ;)



czwartek, 28 sierpnia 2014

Szaleństwo - nowa, kosmetyczna gazetka Biedronki!

 
Kosmetyków nigdy za wiele :) Dzisiaj poczułam się szczególnie skuszona, kiedy zobaczyłam tyle nowości, których nie miałam okazji jeszcze używać. 
 
Be Beauty mają naprawdę fajne produkty - uwielbiam ich podkład, który sprawdza się lepiej, niż nie jeden kosmetyk z górnej półki. Zakupy w Biedronce obowiązkowe :) Jeszcze nie wiem na co się zdecyduję, ale z pustym koszykiem nie wyjdę na pewno :)

A Wy widzieliście już kosmetyczną gazetkę Biedronki? :)


Coś Was szczególnie zainteresowało? 
Wybieracie się na zakupy? 


wtorek, 26 sierpnia 2014

Szampon + maska Pilomax do włosów ciemnych.



Witajcie! Tym razem chcę Wam opowiedzieć o zestawie do włosów ciemnych od firmy Pilomax. Poza szamponem, rzadko sięgam po inne kosmetyki do włosów. A jeśli już to naprawdę okazjonalnie. Czy Pilomax przekonał mnie do swoich produktów, bym miała ochotę do nich wracać?


Szampon głęboko oczyszczający WAX
do stosowania przed maskami 

Działanie: Skutecznie myje włosy i skórę głowy, nawet z nierozpuszczalnych w wodzie silikonów i substancji pozostających po środkach stylizacyjnych. Przygotowuje włosy i skórę głowy na regenerujące działanie masek WAX.


Moja opinia: Jego opakowanie wygląda fajnie, skromnie, zamykane jest na klik. Nie raz jednak złościłam się chcąc wydobyć z niego zawartość. Sytuację uratował odkręcany korek. Przez większy otwór bez problemu wydobywam szampon i nie muszę czekać, aż wysączy mi się maleńkim strumyczkiem i z wielkim wysiłkiem, jego odpowiednia ilość.
Konsystencja kosmetyku jest delikatnie żelowa, średniej gęstości. Szampon łatwo rozprowadza się po włosach, choć przyznaję, że do jednorazowego mycia, używam jego sporej ilości. Oczywiście myję włosy dwa razy, by produkt odpowiednio zadziałał. Szampon dobrze się pieni i łatwo spłukuje. Nie plącze włosów i ładnie pachnie.

Kosmetyk ten dobrze oczyszcza i pielęgnuje włosy. Sprawia, że stają się nawilżone i lśniące. Nie powoduje szybszego ich przetłuszczania. 

Jeśli chodzi o wydajność to indywidualna kwestia. Ja mam długie i gęste włosy, więc produkt dosyć szybko się kończy.

cena ok. 22 zł /200 ml


Maska do włosów zniszczonych ciemnych
 Henna WAX

Działanie: Wzmacnia, nawilża i wygładza włosy. Pielęgnuje skórę głowy. Wzmacnia cebulkę i mieszek włosowy. Skutecznie przeciwdziała wypadaniu włosów. Po kuracji maską, włosy odzyskują zdrowy wygląd.


Moja opinia: Znajduje się w plastikowym słoiczku, bardzo wygodnym w użyciu. Ma białą barwę oraz średnio zbitą konsystencję. Pachnie bardzo przyjemnie. Maskę można stosować nakładając ją na 10-30 minut lub też na godzinę jako kompres. Ja zazwyczaj praktykowałam 10-15 minut. Zdarzało się, że produkt aplikowałam od połowy włosów, aż po końce. Producent jednak zaleca, by maskę wmasować w skórę głowy w ilości ok. 1 łyżki na średniej długości włosy. Na pewno na 2 takich łyżkach u mnie się nie kończy ;) Maskę łatwo spłukuje się z włosów, nawet po godzinie "trzymania" jej na głowie. 

Włosy po "zabiegu" są intensywnie nawilżone, co da się od razu wyczuć dotykając nawet mokrych włosów. Czas suszenia czupryny trochę się wydłuża, ale nie tak mocno, jak w przypadku niektórych odżywek / masek. Lśnią, nie puszą się, nie są obciążone. Gołym okiem widać mocne odżywienie. 

O ile nie mam tendencji do przetłuszczania się włosów, to maska Pilomax sprawia, że już po 2 dniach, moje włosy nie wyglądają zbyt świeżo - stają się oklapnięte i brakuje im objętości oraz zwiewności. 

Wydajność kosmetyku jest dobra, wystarcza na wiele aplikacji nawet przy stosowaniu na długie włosy. 

cena ok. 20 zł / 240 g


Podsumowując: Nie są to złej jakości kosmetyki. Dobrze dbają o kondycję włosów, jednak nie mają w sobie czegoś co sprawiłoby, że byłabym nimi zachwycona. Nie wykluczam, że kiedyś jeszcze po nie sięgnę.


Znacie, lubicie pielęgnację włosów z Pilomax?



niedziela, 24 sierpnia 2014

Spotkanie blogerek Lublin 23.08.2014



Witajcie! Wczorajszy dzień spędziłam w wyśmienitym gronie blogerek :) Organizatorki - Angelika i Daria - zadbały o świetną atmosferę spotkania. O kosmetykach i nie tylko, plotkowałyśmy w Spinacz Cafe w Lublinie. Zapraszam Was na foto- relację :)



Dziewczyny postarały się również o upominki od firm, którym w tym miejscu pragnę podziękować :)

A oto, co przywiozłam ze sobą do domu...





Przyznaję, że trudno mi było dojść do samochodu z tymi ciężkimi pakunkami :) W drodze powrotnej towarzyszyła mi Magda, więc przyjemniej wracało się do domu :) 



Niebawem będą pojawiały się recenzje otrzymanych produktów.
Czegoś jesteście szczególnie ciekawi? 



piątek, 22 sierpnia 2014

Bath&Body Works - Japanese Cherry Blossom



Japanese cherry blossom - ten zapach wodzi na pokuszenie! Uzależniłam się, a wszystko zaczęło się od powąchania balsamu do ciała. Dziś krótka recenzja trzech produktów z tej samej serii od Bath&Body Works.




Body lotion - Balsam do ciała znajduje się w półprzezroczystym opakowaniu, które zamykane jest na klik. Natychmiast po otworzeniu buteleczki czuć słodki , ale nie mdlący zapach kosmetyku. Ma piękną kompozycję, która wprowadza mnie w błogi nastrój. Jego konsystencja jest lekka, łatwo rozsmarowuje się po ciele. Balsam jest niesamowicie wydajny, choć przyznaję, że stosuję go na wybrane partie ciała (ręce, ramiona, dekolt). Kosmetyk przyjemnie nawilża skórę na wiele godzin. Co mnie najbardziej zaskoczyło w tym balsamie? Trwałość zapachu. Utrzymuje się ok. 20 godzin na mojej skórze. Wiadomo, że już pod koniec ta won jest mniej intensywna, ale nadal jest wyczuwalna.



pojemność 236ml
cena 39 zł


Fine fragrance mist - Ta zapachowa mgiełka do ciała jest niezastąpiona. Można jej używać zamiast perfum czy wody toaletowej. Na mojej skórze utrzymuje się do 20 godzin!
Podbija zapach balsamu, choć wcale nie musimy stosować ich razem. Oddzielnie tak samo znakomicie się sprawdzają. Kosmetyk rozpyla się przyjemną mgiełką, która otula ciało i zmysły. Tak jak już wspominałam, zapach jest słodki, ale nieprzesadnie, bardzo kobiecy i zmysłowy. Produkt jest wydajny. Wystarczy niewielka ilość, by pachnieć cały dzień i jeszcze dłużej :)


pojemność 236 ml
cena ok. 69 zł

Shimmer mist - Migocząca mgiełka posiada wygodny w użyciu atomizer, który rozpyla kosmetyk delikatną mgiełką. Pozostawia na skórze diamentowy pył, czyli bardzo delikatne, subtelne i nienachalne złote drobinki. Pięknie prezentują się one szczególnie na nogach. Nie sposób przesadzić z ilością migoczącej mgiełki. Oczywiście zapach produktu nie odbiega od opisanych przeze mnie poprzedników. Kosmetyk jest super wydajny i świetnie sprawdza się latem. Na zdjęciu widzicie produkt od razu po aplikacji, kiedy jeszcze nie zdążył wyschnąć. Tylko tak udało mi się uchwycić te niewielkie drobinki, choć w rzeczywistości wyglądają o niebo lepiej.


pojemność 236 ml


Kosmetyki Bath&Body Works nie należą może do najtańszych, ale warto po nie sięgnąć ze względu na cudowne zapachy oraz ich niesamowitą trwałość.



Znacie, lubicie kosmetyki Bath&Body Works? 
Może dopiero chcecie się z nimi zapoznać bliżej? ;)



To ON przynosił mi ochłodzenie w upalne dni

 
Upalne dni już za nami. Odkąd mam urlop, prawie codziennie pada deszcz, jest zimno i chyba nie będzie mi dane wystawić swego bladego lica na słońce. W tej chwili termometr pokazuje zaledwie 7 stopni brrrrr...! Powracając wspomnieniami do letniej pogody, a nawet niemiłosiernych upałów, chcę Wam pokazać, jaki produkt pomagał mi się schładzać pod prysznicem.


Original Source - Mint and Walnut
peelingujący żel pod prysznic

Kosmetyk otrzymałam na jednym ze spotkań blogerek od firmy Original Source. Wiedziałam o jego właściwościach chłodzących, dlatego musiał trochę poczekać, aż przyjdzie lato i będę mogła go wyciągnąć z półki. Nie przepadam za miętą w jakimkolwiek wydaniu, jednak sięgnęłam po niego mając nadzieję na przyjemne doznania - chłodzenie w upalne dni - pod prysznicem :) I tutaj się nie zawiodłam, ale po kolei...

 

Opakowanie: Dosyć twarde, plastikowe, otwierane na "klik". Aplikacja byłaby przyjemna, gdyby nie problem z wydobywaniem kosmetyku. Trudno go wycisnąć przez niewielki otwór. Trochę się z tym pomęczyłam, aż w końcu zdjęłam czarną końcówkę i bez problemów wydobyłam produkt. Robiłam tak już za każdym razem. 


Konsystencja: Spodziewałam się żelowej postaci kosmetyku, jednak w opakowaniu znajduje się galaretowaty, zielony produkt, zawierający niewielkie drobinki peelingujące. Nie należą one do zbyt ostrych. Delikatnie myją ciało.


Zapach: Jak sama nazwa wskazuje - miętowy. Bardzo intensywny, trudno mi było się do niego przyzwyczaić, bo jak już wcześniej wspomniałam, nie jestem wielbicielką mięty. 

Działanie: Dobrze myje i pielęgnuje skórę. Wygładza ją, delikatnie złuszczając martwy naskórek, przyjemnie odświeża. Najważniejsze dla mnie okazało się skuteczne chłodzenie podczas brania prysznica i pewien czas po. Marzenie w każdy upalny dzień. Przyznam, że można nawet zmarznąć po użyciu tego kosmetyku :) Skóra po tym produkcie nie klei się, nie lepi, nie jest przesuszona. Żel jest delikatny, nie podrażnia, nie uczula.

Dostępność: Niestety kosmetyk jest trudno dostępny i zdaje się, że nie jest sprzedawany w naszym kraju.

Dla zainteresowanych skład produktu.



Mimo nie do końca trafionego w mój gust zapachu, a także problemów z wydobyciem kosmetyku, polubiłam go za niesamowitą moc odświeżenia i chłodu :) Dla mnie jest niezbędnym produktem na upalne dni.


A Wy mieliście okazję używaćj tego wariantu zapachowego?
Jaki kosmetyk OS jest Waszym ulubionym? 


niedziela, 17 sierpnia 2014

Skóra muśnięta różem, czyli rumieniec w wykonaniu Pure Color Perfect Blush od Astor



Odrobina koloru potrafi ożywić i nadać niepowtarzalnego charakteru twarzy. Odpowiednio dobrany kosmetyk doda nam uroku i będzie prezentował się naturalnie. W dzisiejszym poście opowiem Wam trochę o różu marki Astor, którego obecnie używam.


Astor - Pure Color Perfect Blush 
003 Rosewood

Informacje o produkcie: Kosmetyk daje gładki i delikatny efekt utrzymując się na twarzy nawet przez 9 godzin. Unikalna formuła różu złożona jest w 95% ze składników naturalnych lub pochodzących ze źródeł naturalnych, z dodatkową mieszanką wyciągu ze świeżych kwiatów: orchidei, passiflory, geranium, słonecznika oraz lawendy. 












Moja opinia: Pure Color Perfect Blush zamknięty jest w niewielkim, plastikowym, solidnie wykonanym opakowaniu (jego odporność na upadki z dużej wysokości przetestowałam niechcący - pudełko całe, produkt również). Kosmetyk jest bezwonny. 

Ma ciekawy odcień - delikatny róż z połyskującymi drobinkami, które pełnią rolę rozświetlającą. Jego pigmentacja jest dobra, więc wystarczy delikatne muśnięcie pędzlem i kolor pozostaje na skórze. Róż nie robi plam, równomiernie się rozprowadza, dzięki swojej aksamitnej konsystencji.

Obawiałam się, że może być mało widoczny na opalonej skórze, jednak myliłam się (sami możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej). Pure Color Perfect Blush nadaje skórze naturalnego blasku, zapewnia delikatne, nieprzesadzone podkreślenie urody. Nie uczula mnie, nie zapycha porów skóry. Moja cera go polubiła również ze względu na trwałość. Producent obiecuje, że róż będzie utrzymywał się na buźce "nawet 9 godzin", a u mnie pozostaje na niej jeszcze dłużej :) Jest niesamowicie wydajny i wystarczy mi na pewno na wiele miesięcy  codziennego używania. 



Czy Pure Color Perfect Blush jest Wam znany?
Używacie róży czy wolicie bronzery? 




czwartek, 14 sierpnia 2014

Rimmel - Wonder'Full Mascara with Argan Oil

 
Marka Rimmel przeprowadzała jakiś czas temu nabór do testów nowego tuszu do rzęs z olejem arganowym. Zakwalifikowałam się i otrzymałam zestaw dwóch maskar. Jedną z nich podzieliłam się z koleżanką, a drugą zaczęłam malować swoje rzęsy. 
 Przeczytałam już kilka Waszych recenzji na temat tego kosmetyku, więc czas i na moją wstępną ocenę maskary.


Rimmel Wonder'Full
mascara with argan oil 

Informacje o produkcie: Tusz do rzęs z olejkiem arganowym. Sekret tej innowacyjnej maskary tkwi w unikalnej formule z marokańskim olejkiem arganowym, dzięki której twoje rzęsy będą pełne objętości, idealnie gładkie i maksymalnie odżywione. O uwodzicielskie spojrzenie zadba również szczoteczka z ultra-elastycznymi włoskami, która nie pominie nawet pojedynczej rzęsy i perfekcyjnie je rozdzieli.


 Efekt na moich rzęsach.

Moja opinia: Maskara znajduje się w elegancko prezentującym się opakowaniu. Posiada dużą, sylikonową szczoteczkę, która jest elastyczna i wygina się w każdą stronę. Za pierwszym podejściem do tuszu, trochę się "nagimnastykowałam" z malowaniem. Nie zmartwiłam się tym, bo mam tak z każdą maskarą. Początkowo jej konsystencja wydała mi się dosyć rzadka, jednak już za drugim podejściem, maskara zgęstniała i wygodniej mi było aplikować ją na włoski. 

Wonder'Full posiada intensywny czarny kolor, który nadaje spojrzeniu wyrazistości. W zależności od efektu jaki chcemy uzyskać, można nakładać jedną lub dwie warstwy kosmetyku.

Moje rzęsy przechodzą teraz etap odrastania po masowym wypadaniu, jednak tusz wygląda na nich, moim skromnym zdaniem, całkiem fajnie. Widać uniesienie rzęs, wydłużenie i pogrubienie (szczególnie po nałożeniu drugiej warstwy). Nie skleja rzęs, nie obciąża ich.

Kosmetyk nie osypuje się, nie rozmazuje pod oczami, nie spowodował u mnie żadnych podrażnień. Tusz potrzebuje dłuższej chwili, by zastygnąć na rzęsach. Czy to dobrze, a może źle? Na pewno dobrze, bo można ładnie rozczesać włoski w razie sklejenia. Z drugiej zaś strony, można łatwo uszkodzić makijaż oka, więc należy zachować ostrożność. 

Efekt na moich rzęsach mi się podoba. Wiem, że równie dobrze sprawdza się u koleżanki, która również testuje ten tusz. Uważam, że efekt jaki uzyskujemy, zależny jest od wyglądu oraz kondycji naszych naturalnych rzęs.


pojemność 11ml
cena ok. 33 zł

Jak maskara Wonder'Full sprawdza się u Was?


środa, 13 sierpnia 2014

Nacomi - Naturalny peeling antycellulitowy z kawą i olejem macadamia



Ma cudowny zapach, dlatego rozkochał mnie w sobie w ciągu sekundy :) Czy sprawdził się również jako kosmetyk peelingujący i antycellulitowy? Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do zapoznania się z treścią dzisiejszego posta.

Nacomi - Naturalny peeling antycellulitowy
 z kawą i olejem macadamia

Informacje o produkcie: Olej macadamia jest znany ze swoich antycellulitowych właściwości. Idealnie również nawilża skórę. Drobinki kawy złuszczają naskórek i przyśpieszają przepływ limfy w skórze, dzięki czemu skórę staje się bardziej elastyczna i miękka. Olej kokosowy oraz masło shea zawarte w peelingu pielęgnują skórę. Zawiera witaminę E, olej macadamia, olej kokosowy, masło shea oraz kawę.

Nie zawiera konserwantów, alergenów oraz barwników. Skład całkowicie naturalny. Składniki pochodzą z Hiszpanii i Burkna Faso.

Wyraźnie zmniejsza cellulit. Regularne stosowanie peelingu wraz z dieta i ćwiczeniami może całkowicie zniwelować cellulit.


INCI: Sucrose, Butyrospermum Parkii Butter, Macadamia Ternifolia Oil, Cocos Nucifera Seed Oil, Tocopherol Acetate, parfum.








Moja opinia: Kosmetyk idealny dla miłośniczek aromatu kawy. Jego zapach jest wykwintny i nie mogę porównać go do żadnego znanego mi produktu z kawą. Zauroczył mnie tak mocno już od pierwszego powąchania, że nie mogłam mu się oprzeć! 

Peeling znajduje się w plastikowym, okrągłym opakowaniu z odkręcanym wieczkiem. Uważam, że jest to najlepsza forma dla takiego typu kosmetyku, ponieważ można na bieżąco "śledzić" zużycie oraz co do ziarenka opróżnić opakowanie. Pod przykrywką posiada plastikowe zabezpieczenie. 

Jego konsystencja jest zbita i dosyć sucha. Dopiero w kontakcie ze zwilżonym wodą ciałem, kosmetyk "uwalnia" zawarte w nim inne składniki. Nie ma mowy o robieniu peelingu "na sucho" w celu uzyskania mocniejszego efektu zdzierania. Drobinki łatwo rozprowadzają się po skórze, delikatnie masując ciało. Nie ma mowy o podrażnieniach. 

Pierwszy zauważalny efekt po zmyciu kosmetyku Nacomi to intensywne nawilżenie skóry oraz jej natłuszczenie. Nie ma potrzeby stosowania po zabiegu jakiegokolwiek produktu, który miałby za zadanie nawilżyć skórę (balsamu, mleczka, masła, itd.). Wypielęgnowane ciało o odpowiednim poziomie natłuszczenia oraz nawilżenie, utrzymuje się przez wiele godzin. Skóra mimo działania natłuszczającego nie jest tłusta, nie lepi się, nie klei. 

Peeling działa również zmiękczająco i odżywczo na ciało. Usuwa martwy naskórek, pozostawiając skórę delikatną i promienną. 

Głównym zadaniem kosmetyku jest działanie antycellulitowe. Producent zaznacza jednak, iż należy połączyć ze sobą zdrowy tryb życia - odpowiednie odżywianie, ćwiczenia i peeling. U mnie tego zabrakło, choć gołym okiem widać, że wygląd skóry już po samym peelingu zmienia się na korzyść. Zaobserwować można delikatne wygładzenie i lekkie napięcie.

Kosmetyk jest niestety mało wydajny i szybko się kończy, a i tak używałam go na wybrane partie ciała. Miałam go w mniejszej wersji, jednak dostępny jest też w większym opakowaniu.

Wykonywanie peelingu tym produktem to uczta dla ciała i zmysłów :) Skład jest bardzo przyjazny i naturalny. Warto wypróbować ten produkt na własnej skórze. Mnie kuszą jeszcze inne warianty zapachowe :)

waga 100 g / 200 g
 cena 17 zł / 33,00 zł
dostępność maroko.skarby-swiata.com.pl


Znacie kosmetyki NACOMI? 
Co jest jeszcze warte wypróbowania? 
 




wtorek, 12 sierpnia 2014

Maluję rzęsy StimuLash Volume Mascara od Astor



W Ambasadorskiej paczce od Astor znalazły się produkty, których nie miałam okazji wcześniej używać (jej zawartość możecie zobaczyć tutaj). Dziś przedstawię Wam maskarę, która stanowi idealne dopełnienie codziennego oraz okazjonalnego makijażu. 


Astor StimuLash Volume Mascara 

Informacje o produkcie: Dzięki ekskluzywnej formule Maskara StimuLash pogrubia i zagęszcza rzęsy. Składniki takie jak Biotyna, Procapil oraz aktywnepeptydy wzmacniają i chronią rzęsy już po 4 tygodniach. Kremowa konsystencja oraz pogrubiająca szczoteczka zapewniają doskonałe pokrycie nawet najdrobniejszych rzęs. 




Po lewej stronie rzęsy umalowane raz, po prawej - nałożone 2 warstwy maskary. 



Moja opinia: Eleganckie opakowanie, utrzymane w stylu marki Astor, skrywa wewnątrz szczoteczkę z miękkim włosiem jednakowej długości. Na jej końcu znajdują się krótsze włoski, by można było dotrzeć do najkrótszych rzęs. Szczoteczką bardzo łatwo tuszuje się rzęsy zarówno te dłuższe jak i krótkie, znajdujące się najbliżej wewnętrznego kącika oka. 

Maskara ma intensywnie czarny odcień, który podkreśla spojrzenie, nadając mu tajemniczości. Po nałożeniu jednej warstwy tuszu, rzęsy zyskują na długości, grubości oraz zostają podkręcone. Efekt według mnie jest delikatny, idealny dla osób, które lubią subtelny makijaż oka. Druga warstwa natomiast sprawia, że rzęsy są zdecydowanie bardziej uniesione ku górze. 

Jak widzicie na załączonym zdjęciu, maskara StimuLash nie skleja rzęs (nie rozczesywałam ich grzebykiem). Widać wyrwyraźne wydłużenie, pogrubienie oraz uniesienie włosków ku górze. 

Jako, że od tuszu do rzęs oczekuję wielogodzinnej trwałości, pod tym kątem został przeze mnie dokładnie sprawdzony. Wysoka temperatura, duża wilgotność powietrza, 15 godzin na rzęsach - wszystko to przetrwał bez problemu. Nie kruszy się, nie osypuje, nie rozmazuje. Maskara Astor nie podrażnia oczu i mogę ją polecić również osobom noszącym soczewki kontaktowe.




Jak Wam się podoba efekt na rzęsach?