niedziela, 10 marca 2019

Makeup Revolution Reloaded Iconic Division




Wydała mi się atrakcyjna kolorystycznie, dlatego wpadła do koszyka przy okazji zakupów w jednej z drogerii internetowych. Paleta Makeup Revolution Reloaded Iconic Division została okrzyknięta odpowiednikiem Anastasia Beverly Hills Subculture. Między nimi jest diametralna różnica cenowa, ale nie o różnicach ma być ten wpis. Chcę Wam przybliżyć swoją opinię o paletce MUR. A może macie ją w swojej kosmetyczce? Chętnie poznam Wasze opinie na jej temat.




Makeup Revolution Reloaded Iconic Division swatches



Makeup Revolution Reloaded Ironic Division

Paletka posiada 15 kolorów o różnej strukturze i wykończeniu. Jest cień kremowy, który sunie po powiece niczym masełko (rudo-brązowy), pięknie połyskujący i mocno kryjący. Limonkowa zieleń jest za to dosyć sypka i posiada mnóstwo brokatu. Najtrudniejszy kolor to biały opalizujący na róż - zbity, niemożliwy do nabrania na pędzel i palec, oporny i tym samym bezużyteczny. Mamy piękne maty - miękkie, które łatwo nabrać na pędzel i twarde, z którymi nie jest już tak łatwo i miło. Paletka zawiera zatem cienie, które są bardzo dobre, jak i bardzo słabe. 

Jakie odcienie są w palecie, sami widzicie. Opakowanie jest plastikowe, jakość bez szału, jednak nic się z nim nie dzieje oprócz drobnych zarysowań. Każdy z cieni ważny 1,1 g.

  

Iconic Division swatches blog

Kolory w palecie są w moim guście, można nimi stworzyć piękne makijaże. Szczerze przyznam, że pigmentacja ich jest różna. Trzeba budować intensywność koloru przez nakładanie kolejnych warstw. Taki plus, że trudniej zrobić sobie "krzywdę" takimi cieniami. Wiem, że część z Was ma problemy z malowaniem, gdy pigmentacja jest intensywna. Ja jednak wolałabym by były mocniej napigmentowane, bo z takimi cieniami łatwiej mi się pracuje. W necie czytałam prawie same pochlebne recenzje na temat pigmentacji. Nie jest zła, ale szału nie ma. Ot taka zwykła, przeciętna paletka. Sporo zyskuje z dobrą bazą. Limonkowy cień wymaga zastosowania kleju do brokatów, by wydobyć z niego błysk, a nie sam brokat. Kolory dosyć dobrze się rozcierają i łączą ze sobą. Chyba nie sposób zrobić sobie plam na powiekach.

Cienie strasznie się osypują! To zdecydowanie ich minus. Jeśli używam tej paletki, najpierw wykonuję makijaż oczu, wycieram osypane cienie, następnie nakładam kosmetyki do twarzy (podkład, puder, itd.). Trwałość cieni jest idealna, jeśli nałożymy na powiekę bazę, przetrwają cały dzień. Kolor nie zmienia się, nie blaknie. Bez bazy byłoby raczej ciężko przetrwać im dłuży czas, a tym bardziej wydobyć z siebie maksimum koloru.


Reloaded Iconic Division swatches blog

Przyznam się, że podchodziłam do tej paletki kilka razy. Na początku bardzo mnie rozczarowała tym okropnym osypywaniem się. Postanowiłam dać jej szansę, bo kolory ma naprawdę ładne. Nie stała się moim numerem 1, ale warto ją mieć. Czasem po nią sięgam, bo są tu moje ulubione kolory. Uważam, że jak na paletę za ok. 20 zł, jest dobra i warta uwagi. Nie każdy może pozwolić sobie na Subculture Anastasia Beverly Hills za 200 zł, a chcąc wypróbować podobną kolorystykę, możemy śmiało sięgnąć po Makeup Revolution.  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz