piątek, 9 sierpnia 2013

I po farbowaniu...


Zapragnęłam odświeżyć swój kolor włosów. Tym razem padło na farbę Garnier Olia w kolorze 3.0 - bardzo ciemny brąz, o której słyszałam tak wiele dobrego.


Garnier Olia - trwała koloryzacja


Według informacji na opakowaniu, farba do włosów zawiera aż 60% skoncentrowanych olejków i gwarantuje:
  • maksymalnie nasycony kolor.
  • 100% pokrycia siwych włosów
  • zdrowiej wyglądające włosy
  • optymalny komfort skóry głowy.
Z Olia farbowanie włosów jest szybkie i przyjemne! 




W opakowaniu znajduje się krem utleniający oraz koloryzujący, które należy wymieszać w miseczce i natomiast nałożyć na włosy. Jest również maska Jedwabista Miękkość i Blask, którą aplikuje się po dokładnym spłukaniu włosów, by pozostały one miękkie i lśniące. 


Farbowanie włosów w domu? Czemu nie :) Farbę łatwo wymieszać w miseczce, tak aby wytworzyła się jednolita masa.  Jej konsystencja jest delikatna i oleista, dzięki temu aplikacja nie stwarza żadnych problemów. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie tak duża ilość kosmetyku! Zawsze muszę używać dwóch opakowań farby, by pokryć całość włosów. Tym razem wystarczyło jedno pudełeczko. Po części to również zasługa konsystencji, która świetnie się rozprowadza. 

Zapach... I znowu pozytywne zaskoczenie :) Farba delikatnie, przyjemnie pachnie, co odróżnia ją od koleżanek, o tym samym przeznaczeniu. Moje włosy podczas farbowania ładnie się rozczesują, chociaż są długie i przeważnie jest z tym problem. 

Spłukiwanie to najmniej lubiana przeze mnie czynność podczas całego zabiegu farbowania. I tutaj wiadomo - należy założyć rękawiczki, by nie ubrudzić rąk i paznokci. W przypadku odcienia 3.0 (bardzo ciemny brąz), nie było tak łatwo. Spłukiwanie u mnie trwało długo. Następnie zaaplikowałam na całość włosów maseczkę o pięknym zapachu, która dołączona była do zestawu. Po osuszeniu, włosy rozczesały mi się nawet dobrze, nie plącząc się. 


 Tak prezentuje się kolor moich pofarbowanych włosów, który mieni się odcieniami od prawie czarnego odcienia, po brąz ;)


W zależności od światła odcień bywa różny. Na pewno ciemniejszy, niż miałam przed farbowaniem, jednak zdecydowanie wpada w ciemny brąz (na pewno nie jest to typowa czerń). 

Jak oceniam efekt działania farby do włosów bez amoniaku? 

Uważam, że świetnie sobie poradziła z koloryzacją. Dodatkowo zachwyciła mnie przyjemnym zapachem. Moje włosy zostały idealnie pokryte kolorem. Stały się gładkie, błyszczące, odżywione, nawilżone. Wyglądają zdrowiej niż przedtem. 
Co do kwestii pokrycia siwych włosów nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ takowych nie posiadam (póki co :)). 

Po farbowaniu zostały mi niestety plamy na skórze głowy, które nie chcą się domyć. Mimo tego, że zastosowałam uprzednio tłusty krem, farba nie chce zejść :( Wiem, że ten problem rozwiąże się wkrótce, po kilku myciach włosów, ale akurat z tego nie jestem zadowolona. 

Jako, że kosmetyk ma jedną wadę, jego ocena to 5-/5.




Próbowałyście już koloryzacji z farbą Garnier Olia? 






środa, 7 sierpnia 2013

Pomadki trwałe - test porównawczy.


Dzisiaj zapraszam Was na post, w którym porównuję pomadki trwałe, jakie miałam okazję ostatnio testować. Każda z nich ma swój niepowtarzalny urok. Jak wypadły i na którym miejscu ulokowały się w rankingu? Sprawdźcie :)





Miejsce 5 Avon Extra Lasting
pink peach

 

Uwodzicielski kolor, lekki połysk... Tym charakteryzuje się pomadka Extra Lasting. 

Eleganckie czerwone opakowanie zwraca na siebie uwagę. Bardzo lekka konsystencja sprawia, że kosmetyk łatwo aplikuje się na usta. 

Pomadka nie podkreśla suchych skórek,  dobrze radzi sobie z nawilżaniem ust.

Pod względem trwałości niestety mnie nie zachwyciła. Utrzymuje się na ustach 1-2 godziny maksymalnie. Na szczęście schodzi dosyć równomiernie.



Podoba mi się kolor pomadki, dlatego wybaczam jej słabą trwałość i z przyjemnością używam :)







Miejsce 4 - Maybelline Super Stay 
ultimate blush 180


Z tą pomadką wiązałam spore nadzieje, jednak spotkało mnie rozczarowanie. Jej konsystencja jest mocno zbita i sucha, dlatego ciężko nakłada się ją na usta. Pigmentację ma dobrą i równomiernie pokrywa usta kolorem. Nie podkreśla suchych skórek. 

Odcień ultimate blush nie jest niestety w moim guście i w rzeczywistości o wiele bardziej połyskuje. 

Jej trwałość jest słaba, w przeciwieństwie do innych odcieni pomadki (mam na myśli nr 430 oraz 510, które również posiadam). 

Nie jest zbyt wydajna, a to za sprawą kremowej i gęstej konsystencji. Łatwo ją złamać podczas aplikacji. 






  Miejsce 3 - Astor Color Last Vip
nude kiss 313




Pomadka o bardzo wdzięcznym, delikatnym kolorze, idealna na każdą okazję. Świetna współgra z każdym makijażem. Czarne, elegiackie opakowanie, ze złotą obwódką oraz napisami w takim samym kolorze, wykonane jest solidnie. Lekka konsystencja sprawia, iż szminkę łatwo się aplikuje. 

Pomadka lekko połyskuje, dzięki temu usta wydają się optycznie większe. Nie podkreśla również suchych skórek i nie wysusza ust.

Trwałość pomadki pozostawia wiele do życzenia. Zmywa się ona po pierwszym posiłku. Odbite usta pozostawimy także na kubku z herbatą czy napojem. Na szczęście schodzi równomiernie, dzięki temu usta nie wyglądają nieestetycznie. Odcień również jest w tej kwestii nie bez znaczenia, gdyż jest zbliżony do koloru ust i braki pomadki nie rzuca się strasznie w oczy. 

Bardzo polubiłam tę pomadkę i nie przeszkadza mi jej kiepska trwałość. Ze względu na ładny kolor, mogę sięgać po nią kilka razy i malować usta :)



Miejsce 2 Max Factor Lipfinity Color&Gloss
glazed caramel
Jest bliska ideału... Ma świetną trwałość i na ustach utrzymuje się nawet cały dzień. Jej opakowanie jest praktyczne i łączy w sobie płynną pomadkę, która szybko wysycha oraz błyszczyk, nadający połysk.

Należy uważać, by zaaplikować bardzo cienką warstwę kosmetyku, ponieważ lubi się on kleić oraz zbierać w załamaniach ust. Wygląda to nieestetycznie.Wychodząc za linię ust należy sie liczyć z tym, że będziemy miały problem z usunięciem kosmetyku ze skóry.

Błyszczyk natomiast jest nietrwały i wielokrotnie trzeba go nakładać na usta. 

W czasie jedzenia / picia na ustach pozostaje warstwa matowa. 

Kosmetyk nie wysusza ust, nie podkreśla też suchych skórek. Niestety schodzi dosyć nierównomiernie, a usunięcie go z ust jest trudne. 

Wydajność Lipfinity Color&Gloss jest wysoka.

Bardzo fajny kosmetyk, godny uwagi. 





Miejsce 1 - Rimmel Lasting Finish by Kate
nr 103


Zostałam wielbicielka pomadki Kate! Jej pigmentacja jest niesamowita, a konsystencja kremowa ale lekka. Kosmetyk nie klei się na ustach, dobrze rozprowadza, nie podkreślając suchych skórek oraz nie powodując przesuszenia ust. 

Wykończenie pomadki jest bardzo eleganckie, matowe, podobnie jak opakowanie - proste, schludne i kobiece. 

Usta umalowane tą szminką są pełne i kuszące ;) Jest ona idealna jako dopełnienie makijażu dziennego, jak i wieczorowego. 

Trwałość - 5 godzin. Schodzi równomiernie z ust. Podczas jedzenia / picia trochę pomadki ubywa z ust, ale dla mnie ogromną przyjemnością jest aplikowanie jej.








Kosmetyki do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.


Ten fakt nie wpłynął na moje opinie.


Która pomadka jest Waszą faworytką, a która podoba Wam się najbardziej na zdjęciach? 






wtorek, 6 sierpnia 2013

Makijaż w stonowanych kolorach.


Uwielbiam malować! Nieważne czy wykonuję makijaż na sobie, czy innej kobiecie, odpręża mnie to :) Poza tym z każdym nowym makijażem nabywam umiejętności ;)
Każdy z nas ma swój sposób na relaks. To jest mój :)



 Tak oczy prezentują się z bliska...



 
Do wykonania makijażu użyłam:

- fluidu Yves Rocher couleurs nature beige 200  

- pudru Synergen 02 
 - bazy pod cienie Kryolan
 - cieni Lenka Kosmetik z palety 120 oraz 88 

- eyelinera Pierre Rene - maskary Lovely False Lashes  
 - różu Secret Gold 
- korektora do brwi Eveline Art Scenic
  - pomadki Maybelline Colour Sensation Coral Lustre 840



 

Co sądzicie o takim połączeniu kolorystycznym?





niedziela, 4 sierpnia 2013

Jak "naprawić" zniszczone włosy?


Nie mogłam nie wypróbować nowości marki Garnier, czyli szamponu wzmacniającego Goodbye Damage.
Chęć sprawdzenia na sobie jego działania wzięła górę i przychodzę z recenzją owego produktu ;) 

Przyznaję, że bardzo lubię szampony  z serii  Fructis za ich cudowny zapach i dobroczynny wpływ na moje włosy.



Garnier Fructis Goodbye Damage
szampon wzmacniający


Informacje z opakowania: Szampon przeznaczony jest do włosów bardzo zniszczonych, z rozdwojonymi końcówkami. 
Silnie działająca formuła wzbogacona o Keraphyll i olejek z owoców amli naprawia zniszczone włosy od wewnątrz i wypełnia ich ubytki. 

Podwójne działanie dla naprawy zniszczonych, pozbawionych życia włosów:
  • Od wewnątrz: aktywny koncentrat z owoców wnika w głąb zniszczonych włosów, by wypełnić ich ubytki. Włosy są wzmocnione od środka. 
  • Od zewnątrz: formuła uszczelnia włosy, które stają się lśniące i gładkie na całej długości. 
Rezultat: Niemal rok uszkodzeń włosów naprawiony w tydzień. 


 Dla zainteresowanych skład:


Moja opinia: Piękny zapach, jak przystało na szampon Garnier Fructis, przywitał mnie od razu po otworzeniu opakowania. Taki aromat to coś, co szczególnie cenię sobie w szamponach. Kosmetyk ma lekką konsystencję, jasny, perłowy kolor. Bez problemu rozprowadzam go sobie po długich, gęstych włosach. Jego niewielka ilość wystarcza, by wytworzyć dużo piany. Podczas mycia włosów woń szamponu jest mocno wyczuwalna, co mi się bardzo podoba. Piana spłukuje się z włosów szybko i dokładnie. 

Jak już wspominałam nie raz, moje włosy nie mają szczególnych wymagać, co do kwestii pielęgnacji. Jak w każdych długich włosach pojawiają się i u mnie rozdwojone końcówki. 

Jak sprawdza się u mnie szampon do włosów Goodbye Damage? Dokładnie oczyszcza włosy, pielęgnuje, sprawia, że stają się one lekkie, błyszczące i wyraźnie odżywione. Co ważne, kosmetyk nie obciążył moich włosów, nie sprawił, że zaczęły się szybciej przetłuszczać. Lubię myć często włosy, ale szczerze powiedziawszy nie muszę tego robić. Minimum 4 dni moja czupryna wygląda świeżo ;) Rozdwojone końcówki nie zniknęły, jednak wydaje mi się, że stały się mniej widoczne. Może przez fakt, że włosy po szamponie wygładziły mi się... 

Goodbye Damage to szampon wzmacniający włosy, jak podaje na opakowaniu producent. Zgadzam się, bo włosy wyglądają zdrowiej podczas używania tego kosmetyku. Nie mają tendencji do puszenia się, są zadbane. 

Rozczesywanie nie sprawia mi większej trudności. Podczas mycia włosy nie plączą się, co uważam za dodatkowy atut.

Co do wydajności kosmetyku nie mam zastrzeżeń. W związku z tym, że szampon dobrze się pieni, nie trzeba go dużo aplikować na włosy. 


Jestem zadowolona z efektów, jakie przyniosło mi stosowanie szamponu Fructis Goodbye Damage i śmiało mogę zaliczyć go do moich ulubieńców :)



Lubicie szampony marki Garnier? 
Próbowaliście już tej nowości?
Miłego niedzielnego wieczoru :)
 



piątek, 2 sierpnia 2013

Makijaż w spokojnej kolorystyce...


Aby zachować równowagę, dzisiaj prezentuję skromny makijaż, w delikatnych, stonowanych odcieniach. W roli głównej zagościła tym razem paletka Lenka Kosmetik zawierająca 120 oraz 80 cieni.




Do wykonania makijażu użyłam:

- fluidu Yves Rocher couleurs nature beige 200
- pudru Synergen 02
- bazy pod cienie Kryolan
 - cieni Lenka Kosmetik (odcienie pomarańczu, szarości, delikatnej czerni)
- eyelinera Pierre Rene 
- maskary Lovely False Lashes 
- różu Secret Gold 
- pomadki Maybelline Colour Sensation Coral Lustre 840



Jak zapatrujecie się na takie odcienie w makijażu?

Miłego popołudnia :)




czwartek, 1 sierpnia 2013

Kremik o zapachu herbacianej róży...


Wybór dobrego kremu do rąk nie jest taki prosty, jakby się mogło wydawać...  Nie raz zakupimy taki, który będzie się kleił na naszych dłoniach, wcale ich nie nawilży, a tylko spowoduje przetłuszczenie skóry. Czym się kieruję przy wyborze kremu do rąk? Otóż stawiam na metodę prób i błędów ;)

Zapraszam Was dzisiaj na recenzję jednego z kremów, jakiego miałam okazję niedawno używać.


AA Ciało wrażliwe - odżywczo-wygładzający krem 
do rąk i paznokci


Informacje z opakowania: Formuła kremu odżywczo - wygładzającego zawiera ekstrakt z białych kwiatów róży stulistnej, jaśminu i stokrotki, który poprawia nawilżenie skóry oraz nadaje jej aksamitną miękkość i gładkość. Gliceryna, wnikając w głębsze warstwy naskórka, zapobiega nadmiernemu przesuszaniu. Witamina A wpływa na odnowę komórek skóry, opóźnia procesy jej starzenia się, poprawia elastyczność i działa regenerująco.

pojemność 100 ml 



Moja opinia: Herbaciana róża hmmm... Uwielbiam zapach kwitnących herbacianych róż! Czy kremik ma coś wspólnego z tą wonią? Owszem ma. Pachnie delikatnie i subtelnie, poza tym czuć go na skórze jeszcze przez dłuższy czas.  Opakowanie - standardowa tubka, zamykana na zatrzask, na niej ładna grafika.
 
 
Kosmetyk różany ma lekką konsystencję, dobrze rozprowadza się po skórze dłoni. Szybko się wchłania, nie pozostawiając lepkiej, tłustej warstwy. Na długi czas nawilża skórę, zmiękcza ją i wygładza. Kremik jest wydajny. Ma sporą pojemność - 200ml i przystępną cenę - niecałe 10 zł. Produkt u mnie się sprawdził i został jednym z moich ulubieńców :)
 


Ten kremik i wiele innych, ciekawych kosmetyków możecie nabyć TUTAJ. 






Jakich kosmetyków do rąk używacie i najbardziej lubicie?